Anime po polsku, czyli o TeTsu Project 

Przy odrobinie chęci przekonamy się, że filmy anime to dużo więcej niż kultowe Pokemony i Dragon Ball. Asia Morawska, współtwórczyni grupy dubbingowej TeTsu Project, może na ten temat sporo opowiedzieć. Jak się dubbinguje japońskie anime i od jakich tytułów warto zacząć oglądanie tego gatunku?

Opowiedz proszę co nieco o swojej grupie dubbingowej TeTsu Project. Czym dokładnie się zajmujecie?

Chociaż w tej chwili już nie działam aktywnie w TeTsu Project, mogę ich zdecydowanie polecić. TeTsu zaczęło się gdzieś 5 lat temu, kiedy to wraz z grupą, w ramach której uczyłam się japońskiego na Uniwersytecie Ekonomicznym, postanowiliśmy zrobić wyjątkowy prezent dla naszego senseia.

Chcieliśmy mu podziękować, przygotowując dubbingowane scenki z filmów anime ze studia Gibli. Pomysł się przyjął, zebraliśmy się grupą 6 osób i zaczęliśmy amatorską pracę nad materiałem. Obecnie TeTsu tak się rozwinął, że liczy około 50 uczestników. Byliśmy trzy razy z rzędu na Pyrkonie, jeździmy też na inne konwenty anime, także myślę, że warto się tą inicjatywą zainteresować. 

Obecnie macie już na koncie zdubbingowanie animacji pełnometrażowej, prawda?

Tak, udało nam się zdubbingować film PonyoJest to bardzo sympatyczna historia o rybce, która zapragnęła zostać człowiekiem. Opowiada jej przeżyciach na lądzie, a także o niezwykłej przyjaźni. Film jest bardzo kolorowy i zrobiony z wielką fantazją, co zresztą generalnie cechuje japońskie animacje.

Czy aby pracować nad dubbingiem trzeba znać japoński?

Próbowaliśmy się trochę bawić w dubbingowanie po japońsku, dzięki czemu na pewno podszlifowaliśmy język, ale później nie bardzo mieliśmy komu je pokazywać. Większość z naszych znajomych nie zna japońskiego i słuchanie nas mówiących w tym języku było owszem ciekawe z początku, ale na dłuższą metę nużące.

Po tamtym projekcie wyciągnęliśmy wnioski i teraz stawiamy wyłącznie na anime po polsku. Tłumaczymy sceny z oryginalnych filmów, w czym najpierw pomagali nam nauczyciele. Teraz, kiedy część z nas już całkiem nieźle posługuje się japońskim, zajmujemy się tym na własną rękę. Odpowiadając na pytanie, taki szeregowy aktor w naszej grupie nie musi wcale znać języka, ponieważ skrypt z tekstem dostaje od razu po polsku.

Czy dubbingowanie wymaga żmudnej pracy i fachowego przygotowania?

Wiadomo, że osoby, które pracują w projekcie trochę dłużej, nabrały doświadczenia i wprawy. Im przygotowanie się do konkretnej roli zajmuje nieco mniej czasu. Natomiast jesteśmy otwarci na każdego. Nowi po prostu muszą popracować więcej, żeby przyszykować się do dubbingowania. Trzeba taką całkiem początkującą osobę nauczyć wszystkiego krok po kroku. Głównie chodzi o dopasowanie tekstu do obrazu.

Emisja nie jest aż takim problemem, ponieważ nasz reżyser, Marek Błaszczak, dobiera ludzi do roli według specyfiki ich głosu. Nie jesteśmy profesjonalnymi aktorami dubbingowymi i nie potrafimy mówić w różnorodnych barwach, dlatego stawiamy na naturalne brzmienie głosu. Ewentualnie trochę pracujemy nad jego postarzeniem, czy odmłodzeniem. Współczesne anime robi się w taki zabawny sposób, że najpierw nagrywa się część mówioną, a dopiero później dorabia do niej animację.

Wobec tego japońscy aktorzy mają większą dowolność, bo nie muszą się dopasowywać do kadrów. Z drugiej strony, w skrypcie mają w sekundach podaną długość kwestii i muszą się w to wstrzelić, jednocześnie wyobrażając sobie swoją postać. Za to potem łatwiej jest wymierzyć ilość klatek do już gotowej ścieżki dźwiękowej, niż w przypadku odwrotnym.

W TeTsu mamy ten problem, że japoński i polski różnią się konstrukcyjnie. Oznacza to, że niektóre stwierdzenia, które po polsku zawrzemy w dwóch słowach, po japońsku będą miały wiele zdań. Stąd musimy się nagimnastykować, żeby jakoś wypełnić tę lukę.

Jak wygląda schemat pracy nad filmem?

Na początek trzeba obejrzeć film lub sekwencję. Jeśli rola jest poważniejsza, reżyser prosi nas o napisanie jej krótkiej biografii. Polega to na opisaniu naszego bohatera i powiedzeniu, jak rozumiemy jego znaczenie w filmie, czy danej scenie.

Pozwala to oswoić się z postacią i potem lepiej wejść w jej skórę. Po wypracowaniu koncepcji bohaterów zaczyna się praca nad głosem i tekstem. Jak już opanujemy tekst do tego stopnia, żeby czytać go bez zająknięcia, skupiamy się na obrazie.  Puszczamy fragment filmu anime i poszczególne osoby próbują odegrać swoje kwestie we właściwym momencie.

W naszym sposobie działania naprawdę istotnym jest nauczenie się, kiedy trzeba wykuć skrypt, a kiedy śmiało można go odczytać z kartki. W przypadku bardzo długich kwestii jest ogromne ryzyko, że się pomylimy i zepsujemy całe nagranie.

Jakie postaci zwykle dubbingujesz?

Mogę powiedzieć, że miałam przekrój przez role kobiet w każdym wieku, od małych dziewczynek po staruszki. Dobrym przykładem będzie moja rola Sophie w Ruchomym zamku Hauru. Bohaterka to dziewczyna, ale w jednej scenie ma 70 lat. Dubbingowałam obie. Odgrywałam nawet rolę chłopców. Zatem wszystkie oprócz męskich, gdyż z damskim głosem byłoby to bardzo trudne.

Z czego jesteś najbardziej zadowolona w związku z TeTsu Project?

Osobiście, pomijając już samo obcowanie z japońskim, TeTsu pozwoliło mi popracować nad warsztatem aktorskim. Kiedyś nawet przydało mi się to podczas LARP-u. Jest to coś podobnego do improwizowanej sztuki teatralnej. Każdy otrzymuję swoją rolę, ale tylko jedna osoba zna pełny scenariusz. Dostałam do zagrania rozmodloną babuleńkę.

Po wszystkim ludzie byli poruszeni moją grą. Mówili, że byłam autentyczna, a nawet, że przypominałam ich własną babcię. To było bardzo miłe i satysfakcjonujące. Wiem, że spora w tym zasługa TeTsu właśnie, a zwłaszcza pracy nad postarzaniem głosu.


Jakie są Twoje ulubione filmy anime?

Na ten moment najlepszym anime według mnie jest Shingeki no Kyojin, którego tytuł można by przetłumaczyć jako Atak tytanów. Polecam, chociaż jest to raczej film dla dorosłych, nie radzę puszczać tego dzieciakom. W Polsce dość popularny jest Death Notektóry też oglądałam i również mi się podobał. Warto też zobaczyć Higurashi no Naku Koro ni, czyli Gdy płaczą cykady. Bardzo lubię też Hagane no Renkinjutsushi, znane jako Fullmetal Alchemist BrotherhoodJeśli ktoś chciałby zobaczyć to anime, polecam najpierw obejrzeć pierwszą część, czyli Fullmetal Alchemist. Dlaczego proponuję taką kolejność? Wiąże się z tym fakt, że oba anime powstały na podstawie mangi, czyli komiksu. Przy czym Fullmetal Alchemist powstał dużo szybciej, niż zakończono wydawanie mangi, zatem część fabuły została wymyślona przez twórców filmu. Powstało dobre anime, ale kiedy porównamy je z Fullmetal Alchemist Brotherhood, które stworzono już na podstawie pełnej serii mangi, wypada naprawdę blado pod względem fabularnym. Dlatego warto oglądać je chronologicznie, żeby się nie rozczarować. 


Które określiłabyś jako absolutną klasykę. Jakie są najlepsze anime na dobry początek?

Jeśli chodzi o długometrażowe filmy anime polecam studio Gibli. Wśród najbardziej znanych produkcji na pewno można wymienić Sen to Chihiro no Kamikakushi (Spirited Away: W krainie bogów)Tonari no Totoro (Mój sąsiad TotoroHauru no ugoku shiro (Ruchomy zamek Hauru). Wartym zobaczenia, ale według mnie nieco kontrowersyjnym w interpretacji jest Hotaru no haka, którego polski tytuł brzmi Grobowiec świetlikówObraz opowiada o chłopcu, który wraz z siostrą próbuje przeżyć w realiach II wojny światowej. Nie chcę spoilować, więc powiem tylko, że to ciekawy portret ówczesnego społeczeństwa japońskiego. 

Katarzyna Kindlik

Ktoś o szalenie popularnym imieniu, za to nazwisku nietuzinkowym i chętnie przekręcanym. Absolutnie kręcą ją dwie rzeczy: kino i literatura, co może i brzmi banalnie, ale wierzy, że jest furtką do nieskończonych możliwości. Największą frajdę sprawia jej wszelkiej maści pisanie: od głupich wierszyków po filozofowanie. Ma w sobie odkrywcę, który ciągle popycha ją ku poszukiwaniom nowych inspiracji. Także w ludziach, których chętnie poznaje, obserwuje i  podejmuje, niekiedy mordercze, wyzwanie ich zrozumienia.

Podobne artykuły

Ostatnio dodane artykuły