Data publikacji:

Co Polacy wiedzą o bitcoinach? [Raport Ceneo.pl]

Ankieta przeprowadzona przez serwis Ceneo.pl wykazała, że aż 84% jego użytkowników wie, czym są bitcoiny. Skąd bierze się tak ogromne zainteresowanie kryptowalutami? Zobacz, co na temat bitcoina sądzą eksperci.
Bitcoin ma już prawie 10 lat. 31 października 2008 osoba ukrywająca się pod pseudonimem Satoshi Nakamoto opublikowała manifest, w którym opisała działanie techniki blockchain oraz nowej kryptowaluty – bitcoina (BTC). W 2010 roku programista Laszlo Haneycz zapłacił 10 tys. BTC za dwie pizze (ok. 30 dolarów), wtedy to po raz pierwszy bitcoin został wykorzystany jako środek płatniczy.

Dziś, zaledwie osiem lat po tej historycznej transakcji, cena jednego bitcoina wynosi ok. 32 tys. złotych. Tylko w ubiegłym roku bitcoin zanotował wzrost o 1950%. Nic dziwnego więc, że temat wzbudza gorące emocje. Co ciekawe, aktualną wartość bitcoina potrafi wskazać ponad 3/4 uczestników badania Ceneo.pl, czyli prawie wszyscy, którzy w ogóle wiedzą, co to jest bitcoin.

Czym jest bitcoin?

Kryptowaluty tym różnią się od tradycyjnych pieniędzy, że nie mają swojej fizycznej reprezentacji. Nie ma monet, nie ma banknotów. Środek płatniczy staje się w pewnym sensie niewidzialny. A jednak nie brakuje ludzi i firm, które gotowe są za tę niewidzialną walutę sprzedawać towary czy usługi. Dziwne? Nie, jeśli uświadomisz sobie, że przecież dziś banknot sam w sobie także nie ma prawie żadnej wartości – czasy, gdy monety były bite w złocie dawno już minęły. Dzisiejsza waluta jest cenna, bo ludzie umówili się, że reprezentuje określoną wartość. 

Tradycyjne pieniądze emitują banki centralne, a jak to jest w przypadku BTC? „Bitcoiny niczym węgiel w kopalni są również wydobywane, czyli wygenerowane w procesie rozwiązywania problemów matematycznych za pomocą urządzeń o odpowiedniej mocy obliczeniowej” – wyjaśnia dr Michał Rudy ze Szkoły Prawa Uniwersytetu SWPS w Poznaniu. Proces wydobywania bitcoinów nazywa się „kopaniem” (ang. mining). Potrzebne do tego są specjalne komputery z odpowiednio dużą mocą obliczeniową, którą zapewniają im m.in nowoczesne karty graficzne.
Kolejną różnicą jest to, że istnieje z góry określona liczba bitcoinów (21 mln) i nie da się wyemitować ich więcej (inaczej niż np. w przypadku polskiego złotego, który emitowany jest przez Narodowy Bank Polski i może być dodrukowany). Nadzoru nad bitcoinami nie sprawuje bank centralny ani żaden organ publiczny. 

Rewolucyjność bitcoinów tkwi więc nie tyle w braku fizycznej reprezentacji, co w fakcie, że jest to waluta zdecentralizowana, przynajmniej teoretycznie odporna na widzimisię władz jakiegoś pojedynczego państwa. Jak to możliwe?

Blockchain, czyli co?

„Kiedy zanosimy pieniądze do banku, pani w okienku dopisuje w wewnętrznej księdze rozliczeniowej określone jednostki. Księga jest prywatna i skryta, bo ma do niej dostęp jedynie określona grupa osób. Jest zarządzana centralnie przez bank” – wyjaśnia Szczepan Bentyn z Pracowni Nowych Technologii, który bitcoinami interesuje się od 2013 roku, a od roku prowadzi firmę zajmującą się rozwojem technologii blockchain.

„W przypadku bitcoinów księga jest otwarta dla każdego, należy do setek tysięcy osób, a każdy użytkownik, nawet jeśli nie ma bitcoinów, ma wgląd do księgi rozliczeniowej – przeglądarki blockchain. W Google znajdziemy całą historię transakcyjną bitcoina” – wyjaśnia ekspert.

Opisana wyżej technologia blockchain nawiązuje połączenia w sieci P2P (peer to peer). Transakcje są w niej zawierane bezpośrednio pomiędzy użytkownikami, bez udziału pośredników. Dane na temat transakcji są udostępniane wszystkim użytkownikom sieci i zapisywane w łańcuchu bloków. Warto wiedzieć, że technologia blockchain może posłużyć nie tylko do bitcoinów, natomiast bitcoiny nie mogą bez niej istnieć. Bitcoin można sobie wyobrazić jako aplikację, a blockchain jako sieć, w której działa.

Skąd takie ogromne zainteresowanie?

Z ankiety przeprowadzonej wśród użytkowników serwisu Ceneo.pl wynika, że tematyką kryptowalut interesują się przede wszystkim dwudziesto- i trzydziestolatkowie (odpowiednio 31% i 35%). 68% stanowią mężczyźni. To głównie mieszkańcy dużych miast, posiadający wyższe wykształcenie. Być może dlatego, że młodzi są bardziej otwarci na nowości, łatwiej im zrozumieć, na czym polega technologia blockchain, są też prawdopodobnie mniej przyzwyczajeni do gotówki. Poza tym potrzeba stworzenia zdecentralizowanej sieci opartej na wzajemnym zaufaniu może być także wyrazem buntu wobec centralnej władzy. 

Największym atutem kryptowalut, niezależne od wieku użytkowników jest szybkość, dostępność i anonimowość transakcji. „Transakcje wykonywane przy użyciu kryptowalut są szybkie, mają niskie koszty pośrednictwa (tudzież w ogóle ich brak) oraz wymagają mniejszych nakładów pracy, przy czym są nieodwracalne oraz rejestrowane bez wykorzystania danych osobowych (co daje możliwość zachowania anonimowości przez użytkowników Internetu)” – podsumowuje dr Michał Rudy. Anonimowość może być zaletą, ale organy centralne uważają tę cechę za minus i pretekst do podważania bezpieczeństwa kryptowalut.

Ciemna strona bitcoina

Banki centralne ostrzegają klientów przed kryptowalutami. Wg organów władzy mają być one wyjątkowo niebezpiecznym środkiem inwestycyjnym i podejrzanym środkiem płatniczym wykorzystywanym m.in. w nielegalnym handlu bronią czy narkotykami. Przed miesiącem NBP i KNF uruchomiły kosztującą blisko 100 tys. zł kampanię informacyjną, która przestrzegała przed zagrożeniami płynącymi z inwestowania w kryptowaluty. Pod lupę brane są kantory, giełdy i start-upy zajmujące się tym rynkiem.

Entuzjaści kryptowalut odpierają jednak zarzuty, twierdząc, że to negatywne nastawienie wynika ze strachu. Wirtualne waluty stanowią bowiem próbę oddzielenia pieniądza od państwa, co oczywiście stoi w kontrze do interesów państwa. „Podejrzliwość bierze się z niezrozumienia zasady działania technologii, która w zasadzie stanowi spełnienie marzeń regulatora. Blockchain umożliwia bowiem sprawdzenie każdej transakcji. Nawet jeśli pieniądze zostały wykorzystane do brudnych interesów, nie da się ukryć żadnej transakcji, trzeba jedynie odnaleźć osoby za nie odpowiedzialne” – mówi Szczepan Bentyn. Zwolennicy kryptowalut argumentują też, że tradycyjne waluty nie gwarantują wcale bezpieczeństwa - to właśnie dolary, euro i funty stanowią dochody mafii i gangów.

90% ankietowanych w badaniu Ceneo.pl twierdzi, że posiadanie bitcoinów jest legalne i ma rację. „Obrót bitmonetami nie jest sprzeczny z przepisami obecnie obowiązującego prawa” – potwierdza dr Michał Rudy. Komisja Europejska pracuje nad zmianami w prawie, które umożliwiłyby większą kontrolę nad wirtualnymi walutami, tak aby móc poradzić sobie z ich niestabilnością i zminimalizować ryzyko wykorzystania ich do prania pieniędzy lub finansowania terroryzmu. 

Jaka przyszłość czeka bitcoiny w naszym kraju? Jedynie w pięciu państwach (Korea Północna, Wenezuela, Boliwia, Bangladesz, Algieria) bitcoiny są nielegalne. „Nie sądzę, by Polska chciała dołączyć do takiego grona. Taki zakaz byłby ewidentnym sygnałem, że kraj jest na skraju przepaści” – uspokaja Szczepan Bentyn. Z drugiej strony na pewno nie da się uniknąć próby regulacji rynku kryptowalut: kantorów, giełd, start-upów.

Kryptowaluty a rynek e-commerce

Według ekspertów kryptowaluty są globalną szansą dla rynku e-commerce. Dzięki nim klientem może stać się bowiem każdy, kto posiada dostęp do sieci. „Stany Zjednoczone zapoczątkowały modę na akceptowanie bitcoinów w sklepach i wydaje się, iż rosnąca popularność wirtualnych walut będzie tylko tę modę powiększać” – mówi dr Michał Rudy.
Zaczęło się od serwisów gamingowych. Po wprowadzeniu płatności bitcoinami w serwisie Steam, do grona użytkowników dołączyli gracze z Meksyku. Wcześniej nie mogli, bo ograniczała ich technologia płatnicza. „Szacuje się, że 3 miliardy osób nie ma konta bankowego, ale posiada za to dostęp do sieci. A każdy, kto ma dostęp do sieci może płacić kryptowalutami” – przekonuje Szczepan Bentyn.

To wygodne i tanie: bez opłat bankowych i strat na wahaniach kursów walut. Ekspert nie jest odosobniony w swoim entuzjazmie. Ponad połowa ankietowanych w serwisie Ceneo.pl chciałaby, żeby sklepy i inne placówki umożliwiały płatność bitcoinami. Co trzeci z pytanych wie, gdzie może zapłacić bitcoinami. A chociaż w handlu detalicznym w sklepach stacjonarnych transakcje w bitcoinach nadal należą do wyjątków, to w obrocie elektronicznym ich ilość rośnie z dnia na dzień. 

Dziś bitcoinami można m.in. zapłacić za jedzenie na portalu pyszne.pl, za usługi telekomunikacyjne w sieciach Heyah i T.Mobile, za usługi hotelarskie, w sieci lecznic Medicover, w niektórych restauracjach i kawiarniach oraz na wielu wspomnianych już portalach gamingowych.

Jak zostać bitcoinowcem?

„To proste” – przekonuje Szczepan Bentyn. Na komputerze lub smartfonie zainstaluj tzw. portfel, który jest odpowiednikiem konta bankowego. Jest to aplikacja służąca do zarządzania kontem (np. dostępne i na Androida i na iOS GreenBits, GreenAddress, Mycelium). Następnie należy wykonać backup seeda – polega to na spisaniu 12 angielskich słów, które służą do generowania numerów kont. Potem wystarczy już tylko kupić bitcoiny i przesłać sobie na portfel.

Warto pamiętać, że bitcoin jest podzielny do ósmego miejsca po przecinku, nie musisz mieć więc 30 tys. zł, żeby zacząć przygodę z bitcoinami. Pierwsze bitcoiny (lub ich mikroskopijne części) można kupić za tradycyjne waluty na giełdzie kryptowalut lub w kantorze. „Przypomina to wirtualne kantory internetowe, na które przesyłamy pieniądze, dokonujemy transakcji i odsyłamy swoje kryptowaluty na swój portfel, podobnie jak waluty z kantoru wysyłamy na konto walutowe w banku. Wiele osób niestety trzyma kryptowaluty bezpośrednio na giełdzie, ale z tym wiąże się większe ryzyko samego inwestowania. Dlatego właśnie bezpieczniej jest posiadać swój własny i zabezpieczony portfel” – mówi Tomasz Jaroszek, autor bloga doradca.tv.

Warto?

Inwestowanie zawsze wiąże się z ryzykiem. Trzeba być świadomym, że na kryptowalutach możemy nie tylko zarobić, ale i stracić. „Osobiście inwestuję w bitcoina i inne kryptowaluty, ale to mała część mojego portfela inwestycyjnego, obarczona największym ryzykiem. Liczę się z tym, że mogę stracić te pieniądze całkowicie i jestem w pełni świadomy ryzyka” – przestrzega bloger finansowy. Potencjalne zyski są duże, ale trzeba się najpierw sporo nauczyć, bo mimo pewnych podobieństw to jednak inny rynek niż tradycyjna giełda.
Katarzyna Dwornik
Raport powstał w oparciu o badanie przeprowadzone na grupie ponad 6500 użytkowników serwisu Ceneo.pl.

Zobacz pełną wersję infografiki

Najnowsze artykuły