Data publikacji:

Mieszkanie z dzieckiem w bloku bez windy. Jak sobie poradzić?

Windy w bloku brak, a na stanie niemowlę, które trzeba codziennie zabrać na spacer? Znam ten problem doskonale, a mój kręgosłup prawdopodobnie zapamięta tę „przygodę” do końca życia. Ale… matka to taka istota, która ze wszystkim – nawet wysokim czwartym piętrem i brakiem innych rąk do pomocy – da radę. I dzisiaj właśnie o tym!
Logistyka to słowo-klucz w życiu każdej mamy, ale gdy mieszkasz w bloku bez windy, trzeba być wirtuozem planowania i przewidywania! Tym bardziej że natura tak to sobie dziwnie wymyśliła, że już w ciąży i chwilę po porodzie wiele kobiet ma problemy z pamięcią – podobno dzieje się tak, byśmy były maksymalnie skupione na dziecku i o niczym innym, poza nim, nie pamiętały.

Tylko notatki mogą mnie uratować

No to raz nie pamiętałam, by zabrać książeczkę zdrowia. Uświadomiłam to sobie na parterze (przypominam – czwarte piętro bez windy i już całkiem spory bobas do dźwigania, plus ciężka torba z rzeczami na zmianę i zabawkami), 10 minut przed umówioną wizytą lekarską. Zostawiłam wtedy dziecko na klatce i pobiłam rekord w biegu po schodach, ale to były 2 najdłuższe minuty w moim życiu. Właśnie wtedy postanowiłam… robić notatki i zapisywać, co trzeba załatwić i co zabrać ze sobą. Od tego czasu podobnych wpadek nie było!

Garaż dla wózka to podstawa

Jak jeszcze, oprócz notowania, ułatwiam sobie życie? Gdy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, od razu zaczęłam szukać dużego auta, które będzie służyło jako miejsce przechowywania wózka. To zdecydowanie lepsze rozwiązanie niż wnoszenie i znoszenie sporo ważącej gondoli i stelaża. Jeszcze lepszym, niż bagażnik samochodu, garażem będzie wózkownia. Nawet jeżeli nie macie takiego pomieszczenia we własnym bloku, zapytajcie o nie w spółdzielni - czasami znajduje się np. w klatce obok.

A jak jesteśmy już przy wózku - zdecydowałam, że nasz musi mało ważyć i rozkładać/składać w prosty sposób, a do tego mieścić się w samochodzie. Wiedziałam, że będę codziennie wyciągać go sama z bagażnika. Wybór padł na Bugaboo Cameleon3 i jesteśmy z niego bardzo zadowoleni, choć cena zdecydowanie nie należy do przyjemnych.

Wiążę chustę, uwalniam ręce

Na szybkie wyjścia do sklepu pod domem niezawodna jest chusta. Dla już siedzącego dziecka równie dobre będzie ergonomiczne nosidło. Jedno i drugie to, moim zdaniem, najlepszy sposób schodzenia po schodach z maluchem – ciężar jest równomiernie rozłożony na oba ramiona, a ty masz ręce wolne, więc możesz trzymać się poręczy i się asekurować.

Oczywiście, zanim zdecydowałam się na noszenie młodego w chuście, spotkałam się z doradcą od noszenia. Choć w sieci dostępne są tutoriale, wolałam nie ryzykować i pierwsze wiązania zrobić pod czujnym okiem specjalisty. Bardzo ważne by wiedzieć, jak dociągać chustę! Na pierwszy rzut oka wydaje się to skomplikowane i trudne do ogarnięcia, ale uwierzcie – praktyka czyni mistrza! Spotkanie z doradcą rozwieje wszystkie wątpliwości.

Plecak i nerka w pogotowiu

Warto pamiętać, że wchodząc po schodach z dzieckiem na ręku, ciężko jest dodatkowo trzymać toboły z zakupami. Dlatego najwygodniejszy jest plecak. I to taki, który sporo pomieści. Bo zdarza się, że lista zakupów jest długa, a przy sobie trzeba mieć też rzeczy malucha - pieluchy na zmianę czy mleko. Noszenie plecaka, zamiast torby na jedno ramię, lepiej wpływa też na naszą postawę.

Obok plecaka świetnie sprawdza się też nerka – dużo łatwiej wyciągnąć z niej klucze, gdy malec jest na rękach. To również dobre miejsce na telefon i portfel, które fajnie mieć pod ręką.

Nie dźwigam, jeśli nie muszę

Jeśli zakupy mogą poczekać na wniesienie do mieszkania (nie trzeba trzymać ich w lodówce), zostawiam je w aucie - wieczorem wnosi je tata młodego. Inną opcją, z której często korzystam, jest dowóz gotowego jedzenia (mocno praktykowałam w pierwszym miesiącu po porodzie, bo nie miałam zapasów i czasu na gotowanie). No i zakupy online. Pokochałam je, będąc w ciąży (mieszkałam wtedy sama, pod koniec naprawdę ciężko wchodziło mi się na czwarte piętro, tym bardziej z bagażem) – wówczas  wiele razy internetowe zakupy ratowały mi życie (a już na pewno samopoczucie).

Spakowana torba zawsze w pogotowiu

Gotowy zestaw: pieluchy i ciuchy na zmianę, mata do przewijania, smok, zabawka, kocyk, trzymam zawsze w jednym miejscu, razem z wózkiem, by w razie nagłej potrzeby, móc wyjść z domu bez wielkiego pakowania. Świetnie sprawdzają się specjalne torby-organizery, które mają tysiąc przegródek na różne niezbędne rzeczy.

Głośne ding-dong? Nie, dziękuję!

Ostatni gadżet, który kupiliśmy, spodziewając się dziecka, pewnie Was zaskoczy... to lampka do domofonu. Gdy mieszka się wysoko, najczęściej twój numer jest jednym z ostatnich na domofonie- czyli tym, pod który dzwonią: listonosze, ulotkarze, kominiarze itd. Jeśli nie chcesz, żeby kilka razy dziennie budzili twoje dziecko domofonem, możesz:

a) pogadać z każdym z nich i liczyć, że będą pamiętać, że nie mają do Was dzwonić i denerwować się za każdym razem, gdy jednak to zrobią.

b) zamontować lampeczkę, która świeci się (zamiast dzwonka), gdy ktoś wciska guzik na dole.

My zdecydowaliśmy się na opcję B i bardzo ją sobie chwalimy!
Autorka: Joanna Łukaszewska