Oscary 2016: Leonardo DiCaprio w końcu nagrodzony!

Jest uważany za jednego z najlepszych amerykańskich aktorów. Zagrał w ponad 30 filmach. Wielokrotnie nominowany i nagradzany. Na jego półce z trofeami uparcie brakowało jednak tej jednej. Do ostatniej nocy.

Oscarowa gorączka

Przed galą rozdania Oscarów 2016 w Internecie wręcz zagotowało się od emocji, jakie wzbudziła kolejna nominacja Leo DiCaprio. Przypomnijmy, że została przyznana w kategorii „Najlepszy aktor pierwszoplanowy” za rolę w filmie Zjawa(2015) Alejandro Gonzáleza Iñárritu. Skąd to wielkie poruszenie? Otóż, mówiło się, że nad Leo ciąży oscarowe fatum, które pomimo, że cztery razy był tego bardzo bliski, nigdy nie sięgnął po złotą statuetkę.

W prawdzie, historia kinematografii zna innych rewelacyjnych aktorów, takich jak Peter O’Tool, Clint Eastwood, Gary Oldman, Andy Garcia, czy Ed Harris, którzy nigdy nie otrzymali Oscara za rolę, to właśnie Leo wzbudził największe kontrowersje. Chociaż, trudno oprzeć się wrażeniu, że samego zainteresowanego ten fakt nie ruszał, to drażnił i poważnie oburzał wielu fanów jego twórczości, a także wywołał powszechne zdziwienie wśród kinomanów.

Wprawdzie  byli też tacy, co twierdzili, iż kreacje konkurentów były zawsze ciut lepsze lub walili prosto z mostu, że DiCaprio zwyczajnie nie zasłużył na trofeum. Jednakże, sondy i dyskusje na forach wyraźnie pokazywały, że aktor ma mocne poparcie. Co więcej, tym razem faktycznie był faworytem rozdania... 

O włos od Oscara

Na pewno nie można powiedzieć, że DiCaprio jest artystą niedocenionym. Zgarnął bowiem wiele prestiżowych nagród, w tym trzy Złote Globy,  wyróżnienie Brytyjskiej Akademii Sztuk Filmowych i Telewizyjnych (BAFTA) oraz Srebrnego Niedźwiedzia na Berlinale. Mimo to, przez lata całe uporczywie odmawiano mu przyznania statuetki Amerykańskiej Akademii Sztuki i Wiedzy Filmowej. Wymknęła mu się z rąk aż cztery razy.

Pierwszy raz w 1994 był nominowany w kategorii „Najlepszy aktor drugoplanowy” za fantastyczną kreację niepełnosprawnego umysłowo chłopaka w Co gryzie Gilberta Grape’a (1993), w którym zagrał u boku Johnnego Deep’a. Niektórzy są zdania, że jest to najwyśmienitsza rola DiCaprio, a zarazem jedyna z jego dorobku, która naprawdę zasługuje na Oscara.  Jednakże mimo wszystko, młody Leo został wtedy pokonany przez Tommy’ego Lee Jones’a (Ścigany, 1993).

Kolejna szansa przeszła mu koło nosa ponad dekadę później, kiedy to w 2005 mógł zostać „Najlepszym aktorem pierwszoplanowym”. Jednak i tym razem, nie doceniono jego gry w Aviatorze (2004), obdarowując trofeum Jemie’go Fox’a (Ray, 2004). Następna nominacja nie kazała już Leo czekać na siebie tak długo. W 2006 roku, w tej samej kategorii,  pretendował do wygranej za kreację w Krwawym Diamencie (2005). Jego miejsce na piedestale zajął jednak Forest Whitaker (Ostatni król Szkocji, 2006). W 2014 serca fanów znów zabiły mocniej, gdy DiCaprio rolą w głośnym filmie Wilk z Wallstreet (2013) wrócił na oscarowy ring.

Trudno było uwierzyć, że i tym razem, ktoś sprzątnął mu nagrodę sprzed nosa. „Najlepszym aktorem pierwszoplanowym” okazał się być Matthew McConaughey (Witaj w klubie, 2013). Wydaje się, że za Leo w istocie ciągnie się ogromny pech. Chociaż rola w Wilku była naprawdę efektowna i porywająca, rywal definitywnie podbił umysły jury. Po pierwsze, grając postać chorą na AIDS, po drugie chudnąc do roli ponad 20 kg, po trzecie pokazując, że jest wartościowym aktorem, a nie tylko „tym od głupawych komedii”. To wszystko przeważyło na korzyść McConaughey’a i znów odsunęło Leo w cień. Można by rzec, porażka na całej linii, ale nadzieja oczywiście umiera ostatnia.

Zjawa – do pięciu razy sztuka?

Mroczny film o determinacji i żądzy zemsty wyszedł z pod kamery Alejandro Gonzáleza Iñárritu, reżysera docenionego Birdmana (2014). Hugh Glass chce na własną rękę wymierzyć sprawiedliwość ludziom, którzy porzucili go poważnie rannego po ataku niedźwiedzia. Wybitna obsada (obok Leo wyśmienity Tom Hardy, również nominowany do Oscara) i wspaniałe surowe zdjęcia Lubezkiego.

Kiedy Zjawa trafiła na ekrany kin, niemalże jednogłośnie orzeczono, że DiCaprio z pewnością zagrał rolę iście oscarową i tym razem nie powinien obejść się smakiem. Opinia, że brakująca statuetka zjawi się na jego półce, pokutowała, za równo wśród widzów, jak i krytyków. Sam aktor przyznał, że ten angaż okazał się być najtrudniejszym w jego karierze, choć jak podkreśla, jest szczęśliwy, iż mógł się z tym zmierzyć.

Do prawdy było z czym, gdyż zdjęcia były kręcone w ekstremalnych warunkach, jakie gwarantowało ponad 30 stopni mrozu. Trzeba przyznać, że Leo włożył w odgrywanie postaci nie tylko talent, dając popis świetnego warsztatu, ale również całą duszę. Mocno się postarał, by jego bohater był na wskroś autentyczny: uczył się u specjalisty od starożytnych sposobów leczenia, posługiwania się muszkietem, mówienia w rdzennych amerykańskich językach, a także rozpalania ognia niemal z niczego.

Jednakże to wszystko, ani fakt, że charakteryzacja trwała po kilka godzin, ani dźwiganie ciężkiego sprzętu nie było tu największym poświęceniem. Mimo swojego wegetarianizmu, Leo zdecydował się, w imię uczciwości wobec widza, skonsumować na planie surowe mięso. Faktem jest, że niektórzy złośliwie nazywali wysiłki Leo „czołganiem się po Oscara”, a samą Zjawę filmem, pokazującym, „co jest w stanie zrobić człowiek, by dostać Oscara”. Niemniej jednak, nie sposób szczędzić DiCaprio uznania, za kawał dobrej aktorskiej roboty. 

Nie tylko Jack z Titanica

Rozważając, czy Leonardo DiCaprio rzeczywiście zasługuję na Oscara, czy nie, warto odnieść się do kilku nieprzeciętnych ról w jego dorobku. Wiele osób zapamiętało go przede wszystkim z tragicznej kreacji Jack’a Dawsona w kanonicznym Titanicu (1997), jednak Leo ma na koncie, być może mniej znane, ale na pewno nie gorsze tytuły. Zaraz po wybitnej roli w Co gryzie Gilberta Grape’a, zagrał u boku Roberta De Niro w Chłopięcym świecie (1993), opowiadającym o trudnej relacji chłopca z tyranicznym ojcem.

Dwa lata później, w Przetrwać w Nowym Yorku (1995), DiCaprio zagrał młodego-gniewnego, który nie mogąc pogodzić się ze światem, ucieka w poezję. Z wczesno młodzieńczych filmów z Leonardo, na uwagę z pewnością zasługuje także poruszający dramat Pokój Marvina (1996). Dość znaną, podwójną zresztą, kreacją Leo jest ta z kostiumowego Człowieka w żelaznej masce (1998), w którym wcielił się w Ludwika XIV i Filipa. Fanom titanicowego duetu Leo i Kate Winslet, może spodobać się melodramat Droga do szczęścia (2008).

Wśród innych tytułów z dojrzalszej twórczości Leo, które szczególnie zasługują na uwagę, na pewno warto zobaczyć kryminał  pt. Infiltracja (2006), intrygującą i odjechaną Incepcję (2010), psychologiczną Wyspę Tajemnic (2010) i niewątpliwie kultowy western Django (2012). Jedno jest pewne, po obejrzeniu przynajmniej kilku z powyższych filmów, na pewno będziemy w stanie obiektywnie odpowiedzieć sobie na pytanie: zasługuje Leo, czy też nie zasługuje na tego nieszczęsnego Oscara?  Co więcej, sami ocenimy, czy naprawdę był mu tak potrzebny, czy może jego dokonania aktorskie świadczą same za siebie?

Katarzyna Kindlik

Ktoś o szalenie popularnym imieniu, za to nazwisku nietuzinkowym i chętnie przekręcanym. Absolutnie kręcą ją dwie rzeczy: kino i literatura, co może i brzmi banalnie, ale wierzy, że jest furtką do nieskończonych możliwości. Największą frajdę sprawia jej wszelkiej maści pisanie: od głupich wierszyków po filozofowanie. Ma w sobie odkrywcę, który ciągle popycha ją ku poszukiwaniom nowych inspiracji. Także w ludziach, których chętnie poznaje, obserwuje i  podejmuje, niekiedy mordercze, wyzwanie ich zrozumienia. 

Podobne artykuły

Ostatnio dodane artykuły