Stylowa zmiana czasu na letni

Zmiana czasu z zimowego na letni zwiastuje dłuższe dni i więcej słonecznych promieni. W ostatni weekend marca wypada noc, podczas której śpimy krócej. Ma ona swoich zwolenników i zagorzałych oponentów. Warto zatem umilić sobie te złowieszcze chwile. Zmieńmy nie tylko czas, ale i zegarek!

Zmiana czasu historycznie

Zmiana czasu ma swoje obfite zaplecze historyczne. Już starożytni Rzymianie zauważyli związek „długości” godziny z efektywnością pracy człowieka. W zależności od pory roku statystyczna rzymska godzina odmierzana wodą liczyła od 44 aż do 75 minut!

Systematyzacja minut w godzinie to zasługa cywilizacji przemysłowej. Wymiana handlowa, transport czy szeroko pojęte interesy zmusiły ludzkość do uporania się z dysproporcjami czasowymi. Szalkę na korzyść ujednolicenia przechyliła kolej, która musiała funkcjonować według godzinowego rozkładu.

Rewolucjonistą czasu letniego był pewien Nowozelandczyk, który już w 1908 roku złożył projekt ustawy, mającej wprowadzić zmianę czasu z zimowego na letni. Propozycja astronoma G.W. Hudsona nie spotkała się jednak z entuzjazmem parlamentu. Niedługo później ekonomiczne zalety przestawiania czasu dostrzegły Austro-Węgry, które czas letni oficjalnie wprowadziły w 1916 roku.

Oszczędności w zużyciu energii zaczęły zauważać kolejno inne kraje tj. Wielka Brytania (1917), czy USA (1918). Dziś prościej jest wymienić państwa, które czasu nie zmieniają. Tych, które robią to co pół roku –jest aż siedemdziesiąt. Czas letni i zimowy to ten sam dla większości Afryki i Bliskiego Wschodu.
CIEKAWOSTKA: Jedynym krajem wysoko rozwiniętym, który nie stosuje zmiany czasu jest Japonia!

Idąc historycznym tropem, zmianę czasu możemy przeprowadzić w stylu retro. Porządny budzik to rekwizyt szczególnie polecany dla śpiochów. Skradziona w nocy z soboty na niedzielę godzina jest dla niektórych na wagę złota. Prędzej czy później trzeba jednak wygramolić się z łóżka, w czym na pewno pomogą skuteczne budziki w stylu vintage. Pamiętajmy jednak, że wskazówki nie przestawią się same. Aby oszczędzić sobie porannego szoku, lepiej przestawić je jeszcze przed pójściem spać.

Przestawienie czasu od zaplecza

Gro osób, w tym zwłaszcza parlamentarzyści, stara się dostrzegać ekonomiczno-kulturowe zalety zmiany czasu. O co chodzi? Jak to zwykle bywa, można się domyślić, że o pieniądze. Z niejednych badań statystycznych wynika, że przestawienie czasu działa jak skarbonka dla państwa. Tylu jednak zwolenników, co sceptyków tej teorii.

Argumentacja jest przeróżna. Jedni punktują wzrost sprzedaży w sklepach detalicznych, większą aktywność fizyczną, czy oszczędność energii – w końcu czas letni sprawia, że dłużej jest jasno. Inni natomiast wyliczają iluzję w zużyciu prądu czy negatywne efekty psychosomatyczne. W zasadzie – co człowiek to opinia. Zmiana czasu z zimowego na letni pozostaje faktem, do którego jesteśmy zobligowani się stosować na podstawie rozporządzenia Rady Ministrów.

Czas letni, ten ulubiony!

Właściwym czasem dla naszej szerokości geograficznej, czy się to komuś podoba czy nie, jest czas zimowy, czyli słynne UTC+01:00. Dłuższy dzień i letnia aura to niestety nienaturalna strefa czasowa dla Polski.

W dzisiejszych czasach zmianę czasu odczuwamy jednak mniej radykalnie, gdyż wszystkie urządzenia robią to za nas. Gdy jesteśmy w weekendową noc poza domem, jest ona wręcz możliwa do przeoczenia. Największe wyzwanie mają osoby będące wówczas w podróży.

Zmiana czasu wiąże się z niemałym zamieszaniem komunikacyjnym. Szczęście w nieszczęściu, że zegarki przesuwamy w weekend. Są jednak osoby, którym letnie przestawienie godziny sprzyja. Jedni śpią, drudzy krócej pracują. Jednak czy to sceptycy, czy poplecznicy energooszczędnych zabiegów – wszyscy jakoś muszą z tym żyć. W zasadzie bez większych rewolucji, ale zmiana czasu zawsze wywołuje małe zamieszanie, w tym roku Wielkanocne!

Zmiana czasu na letni w 2016 przypada na noc z 26 na 27 marca, kiedy przestawiamy zegarki z 2:00 na 3:00. A jakie zegarki? To już sami wybierzcie!

Aleksandra Chojenta

Psychologia pozytywna doprawiana szczyptą jazzu i bossa nova, to mój przepis na udany dzień za dniem. Bacznie obserwując przestrzeń piszę o ludziach i o świecie. Krytykuję, hiperbolizuję, bawię się słowem i nieustannie uczę. Otwarte oczy, otwarty umysł i radość z "drobnostek, od których zależy doskonałość". 

Podobne artykuły

Ostatnio dodane artykuły