Data publikacji:

Zorganizowana impreza sylwestrowa dla dzieci

Właśnie zastanawiałam się, jakby tu kolejny raz wykręcić się od imprezy sylwestrowej (bo tego corocznego przymusu „wspaniałej zabawy” kompletnie nie czuję i nie lubię), gdy znajoma zapytała: „a gdzie idzie Wasz Młody”? Pomyślałam, że coś jej się pomyliło, bo przecież on ma dopiero 11 lat. Byłam w błędzie. Chodziło o najnormalniejszą imprezę - z szampanem i do północy. Tyle że dla dzieci.
Jeśli już zdarzyło się w naszym rodzinnym życiu tak, że trzeba było na imprezę sylwestrową pójść (bo znajomi, bo rodzina, bo wypada), to zazwyczaj była to jakaś domówka, kolacja z szampanem, pogaduchy. Raz w życiu byłam na imprezie sylwestrowej w restauracji, ba - nawet z polonezem i chcę o tym zapomnieć.

Raz spontanicznie wyszła kapitalna zabawa ze Starszakami w chowanego i było super. Potem wiadomo: życzenia, my z szampanem, dzieciaki z mlekiem i ….do łóżka! Ufff, kolejny Sylwester za nami. Starsze dzieciaki spędzały tę noc z nami dopóty, dopóki chciały. Około 13. roku życia pojawiał się zwykle pomysł, by tę imprezę spędziły jednak z kolegami z klasy.

Zdarzało się więc, że szły do kolegów i bawiły się pod okiem ich rodziców, albo też i odwrotnie: to do nas przychodzili znajomi i wtedy my delikatnie spuszczaliśmy je ze smyczy. Gdy pojawiło się liceum już nie mieliśmy zbyt wiele do gadania. No bo jak tu zabronić Już Prawie Dorosłemu Człowiekowi bycia w najważniejszym środowisku świata, czyli w swojej grupie?
Wprawki w organizowaniu i puszczaniu dzieciaki na Sylwestra już więc mam, ale pierwszy raz spotkałam się z organizowaną imprezą, która w zasadzie z wyjątkiem „oprocentowanych bąbelków” niczym nie różni się od tej dla dorosłych. Obowiązkowe stroje wieczorowe, makijaże, do tego muzyka, tańce w parach, szampan bezalkoholowy, zastawiony stół, odliczanie przed północą, życzenia i powrót.

Znajoma zdumiona zapytała: „ale co Cię tak dziwi”? Tata miał ubaw po pachy i kompletnie zlekceważył moje zdumienie, by nie powiedzieć – delikatne oburzenie. Długo gryzłam się z tematem, zastanawiając się o co mi właściwie chodzi.

  • Bo czy to nie to samo, co urodziny w parku trampolin, kulek, zoo, kinie, czy innym miejscu?
  • Czy to nie to samo, co szkolna impreza karnawałowa z przebieraniem za ulubioną postać z bajki czy filmu?
  • Czy to nie to samo, co tematyczne imprezy organizowane przez różne prywatne klubiki?
  • Czy to w końcu nie jest rzeczywiście jakieś realne rozwiązanie dla rodziców, którzy w tę noc chcą się pobawić wyłącznie w pełnoletnim towarzystwie?
  • Po dłuższym namyśle, zdecydowanie twierdząco odpowiadam tylko na ostatnie pytanie: zorganizowana impreza dla dzieciaków, łącznie z podwózką, rzeczywiście problem rodzicom rozwiązuje w stu procentach. Na pozostałe pytania: ja mówię:nie.

  • Urodziny, gdziekolwiek by się nie odbywały, to jednak święto, które w centrum stawia dziecko i ważny dla niego dzień. Szkolna impreza karnawałowa, nawet jeśli wymaga wypożyczenia stroju, to jednak impreza nieprzypadkowych osób, to zabawa dla dzieci z tej samej klasy, zabawa, która ma je zintegrować, poznać z innej strony i być fajnym czasem spędzonym z nauczycielami i rówieśnikami.

    Tematyczne imprezy w klubach dla dzieci koncentrują się z kolei na temacie: postać z bajki, sport, malowanie, co daje znacznie więcej niż tylko rozrywkę. Może się mylę, ale Sylwester to jednak impreza dla imprezy. Chwila wytchnienia, której nadano sentymentalną otoczkę pożegnania starego i powitania nowego roku, chwila luzu, śmiechu, potańcówek, parada próżności i nieważkości.

    Taksówka z powodu tej ostatniej okoliczności jest tu rzeczywiście nieodłącznym elementem. Czy więc takie imprezy dla małych dzieci, w towarzystwie zupełnie nie bliskich im rówieśników, z którymi łączy ich jedynie fakt, że rodzice tyle samo zapłacili za zabawę, i że mogą na najwyższym poziomie ponaśladować dorosłych, czy też pobawić się w imprezę dla dorosłych czemuś służą?

    Pomyślcie. Ja pomyślałam i uważam, że nie służą. Ale wiecie, ja w ogóle nie lubię Sylwestra! A jakie jest Wasze zdanie?

    Tekst: Katarzyna Berg