Data modyfikacji:

3 rzeczy, które sprawiły, że drugi sezon True Detective był klapą.

Drugi sezon serialu True Detective był jedną z najszczęściej omawianych i analizowanych produkcji w ciągu ostatnich dwóch lat. Po sukcesie pierwszego sezonu telewizyjne widowisko było wyczekiwane zarówno przez krytyków, jak i przez widzów. Pomimo dobrych chęci obu stron, stacja HBO nie podołała wygórowanym oczekiwaniom.
(fot. jayanalisys.com)

Porażka drugiego sezonu nie jest oczywista. Seria ma także swoich obrońców i zwolenników, jednak nie zdołali oni oszczędzić dobrego imienia drugiej serii. Przyjrzyjmy się zatem elementom poddanym krytyce, które przesądziły o negatywnym odbiorze serialu.

1. Scenariusz drugiego sezonu był niedopracowany. Serialowe śledztwo ciągle rozpoczyna się na nowo, a wątki i postaci drugoplanowe zbyt często przejmują inicjatywę. Pomysłodawca serialu i scenarzysta- Nic Pizzolatto stał się ofiarą powszechnego rozczarowania i hejtu. Jednak wina leży po stronie dyrekcji HBO, która naciskała na autora i wywierała na nim presję czasu, by jak najszybciej pojawił się kolejny sezon. Niewątpliwie był to błąd. .
(fot. spidersweb.pl)

2. W nowym sezonie została wymieniona cała obsada i pojawiła się nowa historia. Ten zabieg z pewnością nie przypadł do gustu serialowym tradycjonalistom. Scenariusz każe bohaterom wygłaszać złote myśli, których pozazdrościłby sam Paolo Coelho. Najlepszy w tym fachu okazuje się Frank Semyon grany przez Vincea Vaughn’a. Zmuszony do powrotu do roli gangstera biznesmen rzuca kwestiami takimi jak: „Źli goście są potrzebni, żeby chronić świat przed innymi złymi gośćmi”.

3. Pierwszy sezon stworzony przez Pizzolatto był znacznie bardziej spójny gatunkowo. W drugim sezonie twórcy serialu skaczą z konwencji w konwencję. Obok kina policyjnego rodem z lat 80 (strzelaniny i pościgi, akcja tocząca się w Kalifornii) reżyser stawia zapożyczenia z serialu Breaking Bad (sceny na pustyni, motyw psychopatycznych, meksykańskich gangsterów),a scena finałowa True Detective przypomina końcową zemstę Waltera White’a. Do tego pojawiają się sceny, które mogłyby znaleźć się w filmach Lyncha, czy Tarantino. Wszystko to powoduje poczucie niespójności i sztuczności.
(fot. spidersweb.pl)

Pomimo tych i wielu innych, licznych zarzutów serial był wciąż oglądany. Widzów przyciągały magnetyczne ujęcia i kadry oraz niepowtarzalny klimat serialu, który nie pozwalał na wyłączenie kolejnego odcinka. To cecha, o której wiele taśmowców może jedynie pomarzyć. Sami oceńcie, czy to faktycznie za mało i czy fala krytyki była uzasadniona.
Tekst: Nadia Pietrzak