Jak rozsądnie wybrać karmę dla swojego psa lub kota.


W sieci znajdziemy mnóstwo tekstów opowiadających jak wybierać karmę dla naszego zwierzaka. Mówią o tym czego ma być więcej, czego ma w ogóle nie być, jak czytać etykiety…ale czy rzeczywiście pomagają nam w sposób rozsądny podjąć decyzję? Każdy z takich artykułów sprzedaje jakąś teorię, przejściową modę, co oznacza, że wcale w sposób obiektywny nie pomaga wybrać Ci karmy, a usiłuje przekonać do swojego punktu widzenia. Spróbujmy zebrać najważniejsze informacje tak, aby zamiast czytać niezrozumiałe fragmenty encyklopedii – każdy „Kowalski” mógł z czystym sumieniem wybrać gotową karmę dla swojego „Reksia” czy „Mruczka”.

Psy i koty domowe to drapieżniki – nie oznacza to że to „mięsożercy”

No właśnie…i znowu padamy ofiarą reklamy lobby „mięsożernego”. Tymczasem bycie drapieżnikiem wcale nie oznacza, że się polowało na … kotlety. Na standardowej tuszy jest około 30% mięśni, a reszta to inne tkanki… Przeważnie ofiary były zjadane wraz „z nadzieniem”. I tu kolejna „moda internetowa” mówiąca o tym, że zboża nie są w diecie psa czy kota potrzebne.

Momencik…. A co ma mysz w jelitach??? Jabłka, marchewki i ziemniaki??? No właśnie… pomyślmy logicznie, tym bardziej że nie ma żadnych badań popierających tezę szkodliwości stosowania jako węglowodanów - łatwostrawnej skrobi z pełnych ziaren w diecie zwierząt domowych. Co więcej zboża, to „udomowione” przez człowieka trawy, które na przestrzeni tysiącleci stały się bardziej wydajnym źródłem energii.

Tak więc też są naturalnym wypełnieniem potencjalnej ofiary psowatego, jeśli już chce ktoś szukać takiego uzasadnienia. I tylko chciałam przypomnieć, że warzywa zyskały popularność stosunkowo niedawno – bo na przestrzeni ostatnich kilkuset lat, co więcej sa głównie źródłem włókna pokarmowego (błonnika), a nie łatwostrawnej skrobi.
Spójrzmy też na dane archeologiczne, otóż pies, który towarzyszy człowiekowi już grubo od ponad 10 tysięcy lat, w wyniku procesu udomowienia funkcjonował na odpadkach z pańskiego stołu (a kto psu rzucał mięso?), i w wyniku tego przystosował się do diety wysokoskrobiowej – czyli opartej na węglowodanach…

Odkryli to genetycy na szwedzkim uniwersytecie w Uppsali, stosunkowo niedawno bo w 2013 roku, stąd tyle nieaktualnych materiałów w sieci opartych na subiektywnych opiniach i wyobrażeniach piszących budujących różne teorie. Naukowcy obiektywnie porównywali różnice genetyczne między wilkiem, a psem.

Ich publikacja w prestiżowym magazynie naukowym Nature odbiła się szerokim echem, pozwalając nam zrozumieć FAKT, że pies domowy, nawet z wyglądu podobny do wilka…. „mięsożercą” stricte po prostu nie jest. Ale jest drapieżnikiem, więc rozsądna podaż produktów pochodzenia zwierzęcego w jego diecie w odpowiednich proporcjach nadal jest wskazana.

Podobnie jak tłuszczu i węglowodanów – w końcu „w wyniku procesów udomowienia pies zaadaptował się do diety wysokowęglowdanowej…” [Axelsson et al. The genomic signature of dog domestication reveals adaptation to a starch-rich diet. Nature 495, 360-364, 2013]

Mięsem po oczach konsumentowi

Ponieważ obecność mięsa w diecie jest uznawana przez ogół konsumentów za objaw zamożności, pielęgnuje się powszechne przekonanie, że zasada „im więcej, tym lepiej” w dietetyce przynosi także korzyści. A tymczasem nic bardziej mylnego.

Pokarm powinien być zbilansowany we wzajemnie uzupełniających się proporcjach, dodam że do zbilansowanego 100% (nie mniej i nie wielokrotnie więcej…). Czasem jak zaczyna się czytać niektóre oświadczenia marketingowe, to okazuje się że mamy do czynienia z produktami, które wyrabiają nieraz prawie 200% normy….

A tymczasem niezależnie od deklaracji na opakowaniach, nie mamy ŻADNEJ GWARANCJI bezpieczeństwa spożywanego produktu, gdyż nie ma obowiązku wykonywania badań wśród małych i średnich producentów. Wręcz niektórzy bardzo podkreślają fakt, że ich karmy nie były „testowane”, podczas gdy tylko podstawowy panel (10 psów jedzące dana karmę min. 3tyg) pozwala oszacować orientacyjną strawność karmy.

Tak więc to nasze psy czy koty często są pierwszymi testerami niektórych nowatorskich receptur i koncepcji marketingowych…często popartych pozytywną opinią istniejącą wyłącznie on-line i umieszczoną na opakowaniu przez producenta.
Niezależnie od ilości mięsa deklarowanej przez producenta z jakiej zrobiono karmę i czy były to „świeże ryby przewiezione jumbo-jetem prosto z łowiska do fabryki”, czy „kury które jeszcze wczoraj grzebały ziarno na ekologicznej farmie”, warto zwrócić uwagę na pierwsze ok. 3-5 składników (do głównego źródła tłuszczu, bo to z nich głównie zrobiona jest karma - chyba że karma specjalnie ma rozpisaną listę na ponad 20 składników - to w ogóle nie warto się w taką recepturę zagłębiać, bo wszystkiego tam jest po „szczypcie” i nie ma znaczenia biologicznego, a homeopatyczne).

Wzajemnie uzupełniające się składniki pokarmowe z różnych surowców gwarantują nam różnorodność, a to że finalnie receptura była zbilansowana spoczywa na producencie. Nie oznacza to, że jeśli mamy w liście składników napisane, że obecne w recepturze „mięso i produkty pochodzenia zwierzęcego (kurczak min.4%)” to w całej karmie jest: „tylko 4% mięsa w ogóle” albo tylko „4% białka pochodzenia zwierzęcego”….

Oznacza to, że w recepturze produktu finalnego 4% stanowił wyłącznie kurczak. I nie jest to jakiś tajemny kod, tylko zasady dobrej praktyki etykietowania ustalone przez stowarzyszenie producentów karmy dla zwierząt, którego reprezentantem w Europie jest FEDIAF, w USA – AAFCO, a w Polsce Polkarma. Strona na które znajdują się ogólnodostępne przewodniki mówiące o tym jakie normy minimalne powinna spełniać karma znaleźć można w umieszczonych na stronie przewodnikach branżowych www.polkarma.pl

Do zwierząt rzeźnych zalicza się utrzymywane przez człowieka w celu pozyskiwania mięsa: bydło, trzodę chlewną, owce, kozy, konie, drób, króliki oraz zwierzęta łowne na fermach, w tym strusie i nutrie. Tak więc nie dość, że KAŻDY producent ma obowiązek kupowania surowca o udokumentowanym pochodzeniu, to odpowiedniej jakości. Dlatego kwieciste opisy o łąkach po których wcześniej biegała użyta do produkcji karmy „wołowina”, ma wątpliwą przydatność dla naszego obiektywnego wyboru karmy….

Standardowo zalecane w wyprowadzaniu ze stanu kwasicy metabolicznej wywołanej podażą nadmiernych ilości białka, niezbilansowanego innymi składnikami pokarmowymi w diecie. Zarówno u psów jak i u kotów jest to obecnie „złoty standard” w żywieniu klinicznym. I nie ma w nim mięsa. A i są to niejednokrotnie jedne z droższych i widocznie skutecznych typów diet weterynaryjnych….

Warto też wiedzieć, że termin „mięso” zgodnie z ustawą z dnia 29 stycznia 2004 r. o wymaganiach weterynaryjnych dla produktów pochodzenia zwierzęcego, obejmuje wszystkie części zwierząt rzeźnych oraz łownych nadające się do spożycia przez ludzi. 

Parafrazując, skoro buty do biegania na grubszej podeszwie lepiej amortyzują i dają lepsze wyniki w biegach, to maratony powinni wygrywać biegacze na… koturnach. A przecież tak nie jest…..czego najlepiej dowodzą psy i koty przestawiane na specjalne diety weterynaryjne w których nie ma praktycznie w ogóle białka pochodzenia zwierzęcego. I są to diety ratujące życie przy chorobach wątroby, ciężkiej alergii, nieswoistych stanach zapalnych przewodu pokarmowego, gdy trzeba uspokoić organizm i pozwolić mu się zregenerować. 

Co ma być w karmie?

Na froncie karmy wielu producentów wypisuje różne informacje, które mają nawoływać do preferencji poszukiwanych, przez właściciela finalnego konsumenta (czyli psa czy kota) i trafić w jego światopoglądy i przekonania.

Często informacje te mają się nijak do tego czy dana karma jest mniej lub bardziej zdrowa – to tylko reklama, która do nas trafia czy nie. Jednakże wybierając opakowanie, które do nas trafia jesteśmy bardziej przekonani o dobrym wyborze, łatwiej doszukujemy się wtedy też cech to potwierdzających, gdy nasze zwierzę potem pokarm taki akceptuje i dobrze po nim wygląda. Gorzej też nam zaakceptować gdy podobający się nam koncept, przyczynia się do niestrawności naszego zwierzaka.

Więc pamiętaj – front opakowania, pomaga Tobie właścicielu w poprawie samopoczucia…Twojego ulubieńca interesuje (lub nie) to co jest w środku. Co więcej Twoje zwierzę nie czyta ulotki i wcale nie musi się dostosować do wymyślonej przez producenta koncepcji marketingowej, tym bardziej gdy jest ona całkowicie zmyślona i niepotwierdzona, żadnymi realnymi badaniami z udziałem zwierząt. A niestety nie ma obowiązku przeprowadzania takich badań.

Zarówno badania laboratoryjne, jak i bezpieczeństwa produktu, czy obiektywne panele smakowitości, czy strawności karmy to badania wykonywane wyłącznie przez największych producentów posiadających własne zaplecze naukowe. Większość informacji umieszczonych na opakowaniu to jej „teoretyczne”, nie potwierdzone właściwości… Tak więc sięgając po wiele produktów na rynku musisz się liczyć właścicielu z ryzykiem, że to ty, a właściwie Twoje zwierzę testuje daną karmę, ba nawet strategię żywieniową.
Pamiętajcie, że nie można przypisywać działania pojedynczym składnikom takich, jak w ich połączeniu w finalnej recepturze. Bo często działanie wspólne mieszaniny będzie zupełnie inne, dlatego nie warto wierzyć w działanie jakiegoś pojedynczego surowca, bo dla organizmu znaczenie mają wzajemnie uzupełniające się proporcje.

Dlatego dla zdrowego zwierzęcia zawsze polecimy karmę w której nawzajem uzupełnia się kilka źródeł składników pokarmowych (białka, tłuszczu, węglowodanów) zarówno pochodzenia zwierzęcego jak i roślinnego, w odpowiednich proporcjach, najlepiej wcześniej przebadanych przez producenta lub jakiś niezależny instytut.

Jak często i czy zmieniać karmy czy nie?

Przede wszystkim karmę należy możliwie najoptymalniej dostosować do potrzeb nas i naszego zwierzęcia. Począwszy od miejsca zakupu karmy oraz jej ceny, które muszą nam pasować poprzez akceptację produktu przez nasze zwierzę. Fizjologicznym potwierdzeniem dobrego wyboru będą regularne (średnio 2) i prawidłowo uformowane wypróżnienia (w kształcie zwartego cygara - dowód na prawidłowe trawienie karmy).

Wypróżnienia częste, duże, bezkształtne i cuchnące są podstawa do wizyty w lecznicy i mogą świadczyć zarówno o niskiej przyswajalności pokarmu jak i chorobie. Kolejnym ważnym elementem jest wygląd skóry i sierści, na który czynniki z pokarmu mają wpływ średnio od 3 tygodni regularnego jej podawania (szczególnie jeśli mówimy o tzw. nienasyconych kwasach tłuszczowych z rodziny Omega).

Warto tu podkreślić, że około 1/3 puli białka podanego z jedzeniem jest wykorzystywana na cel budowy włosa, przez co brzydka sierść może świadczyć o niekorzystnym poziomie lub składzie jakościowym tego składnika pokarmowego w stosunku do ogólnej energii z pokarmu (czerpanej przez psy i koty też z tłuszczu i łatwostrawnych węglowodanów). Tak więc liczą się wzajemne proporcje składników i surowców z których skomponowana jest karma, a NIE zasada „im więcej tym lepiej”.

Tego typu uproszczenia w myśleniu prowadzą do zaburzenia równowagi w proporcjach i zbilansowaniu diety. Warto zwrócić uwagę, że okres przechodzenia z karmy / rodzaj pokarmu jednego na inny powinno następować stopniowo na przestrzeni 3 do nawet 10 dni. Warto w tym okresie wzmocnić mikroflorę jelitową naszego zwierzaka swoistym probiotykiem dla psa lub kota (przeznaczonego dla tych gatunków jak Enterococcus facium SF 68).

Po okresie przejścia z jednej karmy na drugą dopiero po 3-4 tygodniach karmienia, możemy zaobserwować czy wybrane przez producenta włókno prebiotyczne (błonnik odżywiający mikroflorę jelitową Twojego zwierzęcia, np. włókno z cykorii), jest dla niego dobrze dobrane i wspomaga pracę jelit dając regularne i zwarte wypróżnienia.

Dlatego też, aby zaoszczędzić zwierzętom cierpienia i nie narażać na rozregulowanie mikroflory jelitowej nie zaleca się częstszego zmieniania karm i strategii żywienia niż co 6 tygodni, a w przypadku szczeniąt nawet rzadziej niż co kwartał. Działanie takie może wpływać na obniżenie odporności naszego zwierzęcia, związane z osłabieniem jego bariery jelitowej prowadząc z czasem do większej podatności na przejściowe niestrawności, a nawet nieswoiste choroby zapalne przewodu pokarmowego (jak np. IBD).

Jeżeli wybrana przez nas karma spełnia powyższe kryteria, aby ją w pełni obiektywnie ocenić powinniśmy podawać zgodnie z zaleceniami dawkowania producenta w danej porcji +/-15%. Jeżeli w tych ramach nasze zwierzę jedząc dobrze wygląda, ma odpowiedni poziom aktywności i utrzymuje należną mu masę ciała to znaczy, że karma jest dobrze dobrana i możemy ją podawać tak długo, aż nie nastąpi zmiana jakiś czynników zewnętrznych.