Vansy - lans czy wygoda?

Buty Vans to legenda. Kalifornijska marka ma swoje początki w latach 60. Do Polski docierała powoli, ale wreszcie jest! Moc fasonów i kolorów, zarówno dla niej, jak i dla niego. Ile jednak w tej modzie stylu, a ile wygody? Czy warto inwestować w Vansy?

Vans old skool – narodziny legendy

Marzec 1966 roku. Słoneczna, tętniąca życiem Kalifornia. Tam właśnie Paul Van Doren razem ze swoimi współpracownikami otworzył pierwszy punkt, w którym rozpoczęli produkcję i sprzedaż butów. Nie byle jakich, bo fantastycznie pasujących do deskorolkarzy, czyli „chodnikowych surferów”, którzy tak właśnie byli nazywani jeszcze w latach 40. Debiutancka marka nazywała się wówczas Van Doren Rubber Company. Produkcja odbywała się ręcznie, dlatego na buty czekało się bardzo długo.

Buty Van Doren szybko zdobyły popularność i już w latach 70. dostępne były w całym stanie Kalifornia. Dzięki swej trwałości i specjalnej podeszwie, Vansy stały się synonimem jazdy na deskorolce. Jak to jednak bywa w biznesie, firma musiała stawić czoła kryzysom finansowym. Motorem napędowym okazało się znakomite zagranie PR-owe zrealizowane przy pomocy Universal Pictures. Nikt inny jak Sean Penn wystąpił w Vansach w komedii dla nastolatków Beztroskie lata w Ridgemont High z 1982 roku. Ten product placement zagwarantował ogromny sukces i tym samym lata 90. obfitowały w spijanie markowej śmietanki.

Od tego czasu Vansy przestały być jedynie obuwiem. Stały się stylem życia i patronem tego, co ekstremalne. Surfing, skateboarding, BMX – tam zawsze był Vans. Narodziły się zawody Vans Triple Crown, które firma sponsorowała i transmitowała (co robi do dziś!). Docierając do Europy, legenda kalifornijskich skejtów stopniowo przerodziła się w masowy trend. Symbol sportowej pasji stał się wyznacznikiem portfela i… stylu! Moda na buty Vans rozpoczęła się zwłaszcza wśród płci pięknej, u której jazda na deskorolce bądź co bądź jest mniej popularna.
Vansy czarne czy bordowe?

Zaufanie nie bierze się znikąd. Sceptykom, którzy uważają, że buty Vans to jedynie pokazówka i zmarnowane pieniądze mówimy stanowcze nie! Fundamenty marki związane z deskorolką działają na jej korzyść. Są wytrzymałe, bardzo dobrze wykonane i przede wszystkim wygodne! W tym jednak miejscu niezwykle ważne jest dobranie odpowiedniego modelu i rozmiaru.

Vansy mają nieco inną rozmiarówkę niż standardowe obuwie w Polsce. Aby nie rozczarować się po internetowym zakupie wymarzonych bordowych Vansów, w miarę możliwości znajdźmy stacjonarny sklep i przymierzmy buty – połówka numeru naprawdę robi różnicę! Po pierwszej weryfikacji rozmiaru już zawsze, nawet w ciemno, możemy zamawiać to, czego dusza zapragnie.

Dla miłośniczek detali - damskie Vansy w nie obfitują. Zawsze ciekawą propozycją są sznurowadła, które naprawdę świetnie zastąpić można rzemykiem lub kolorowymi sznurkami. Marka udowadnia, że prozaiczny dobór koloru sznurówek czy podeszwy może nadać charakteru całemu butowi. Znajdziemy nawet panterkę! Firma dla skateboarderów, widząc rosnące zainteresowanie, zaczęła dostosowywać produkty do potrzeb konsumentów.

Stąd też szeroka oferta butów damskich Vansa. Nie należą one do najtańszych, jednak ich jakość jest warta swojej ceny. Jedynym mankamentem niektórych modeli jest to, że potrzebują czasu na „rozchodzenie”. Zanim gruby materiał dostosuje się do kształtu stopy, może minąć kilka dni. Mały dyskomfort w okolicy pięty, ale zero obtarć! Niezależnie od tego, czy jest to model Vansów old skool czy authentic, zawsze pamiętajmy o pierwszej przymiarce!

Moda na obuwie sportowe sprawiła, że dziewczyna w sukience i kolorowych trampkach to widok codzienny. Czarne Vansy założymy niemal do wszystkiego. To buty na lata, które są wygodne w użytkowaniu i zawsze bez problemu możemy w nich wskoczyć na deskorolkę. Obuwie to podbiło nie tylko świat mody, ale i mediów społecznościowych.

Fotogeniczne buty świetnie wyglądają na Instagramie. Najczęściej są jedynymi bohaterami fotografii, a marce w to graj. Vansy noszą gwiazdy, Vansy mają to coś, bo Vansy to legenda since 1966! O tym, czy jest to lans czy nie, każdy zadecyduje sam. W przeciwieństwie do ich wygody, która dyskusji nie podlega!
Aleksandra Chojenta

Psychologia pozytywna doprawiana szczyptą jazzu i bossa nova, to mój przepis na udany dzień za dniem. Bacznie obserwując przestrzeń piszę o ludziach i o świecie. Krytykuję, hiperbolizuję, bawię się słowem i nieustannie uczę. Otwarte oczy, otwarty umysł i radość z "drobnostek, od których zależy doskonałość". 

Przeczytaj również