Data publikacji:

Smart Kid Belt — genialny wynalazek czy niebezpieczeństwo dla dziecka?

Kosztuje mniej niż sto złotych, można zamontować go w każdym samochodzie i w pełni zastępuje fotelik samochodowy — tak Smart Kid Belt jest przedstawiany przez producenta. Czy jednak jego użytkowanie jest rzeczywiście równie bezpieczne? Opinie ekspertów oraz osób zainteresowanych tematem budzą wątpliwości, zaś chaos informacyjny dodatkowo zaciemnia ten obraz. Jak jest w rzeczywistości i czy warto kupić Smart Kid Belt?

Czym jest Smart Kid Belt?


Według polskiego prawa w dodatkowym foteliku (lub urządzeniu zapewniającym bezpieczeństwo, do których zalicza się Smart Kid Belt) należy przewozić dziecko o wzroście poniżej 150 cm. W odróżnieniu od starych przepisów nie ma już granicy wiekowej (12 lat), co oznacza, że obostrzenie to może obowiązywać nawet do 18 roku życia dziecka (jeżeli nie przekroczy ono 150 cm wzrostu). Nowelizacja ustawy Prawo o ruchu drogowym dopuszcza jednak jazdę bez fotelika (ale tylko na tylnej kanapie) dzieciom powyżej 135 cm wzrostu, jeżeli ich waga wynosi więcej niż 36 kg.

Przepisy te podyktowane są faktem, że dziecko o mniejszym wzroście nie jest w stanie bezpiecznie korzystać z zamontowanych w samochodach pasów bezpieczeństwa. Dotychczasową alternatywą dla fotelika były podkładki, które podwyższały pozycje dziecka, jednak w ostatnim czasie bardzo popularny stał się wynalazek o nazwie Smart Kid Belt. Są to niewielkie pasy z klamrami, umożliwiające dostosowanie pasów samochodowych w taki sposób, aby te optymalnie przylegały do miednicy oraz klatki piersiowej dziecka.

Smart Kid Belt przeznaczony jest dla dzieci z kategorii wagowej II (15-25 kg) i III (22-36 kg). Odpowiada to — orientacyjnie — dzieciom pomiędzy 4. a 12. rokiem życia, jednak producent zaleca, aby używać urządzenia, gdy dziecko ukończy 5 lat. Rewolucyjny pas przetestowany został w testach zderzeniowych Przemysłowego Instytutu Motoryzacji PIMot oraz w amerykańskim instytucie badawczym Calspan. W pierwszym przypadku Smart Kid Belt sprawdzono na trzech manekinach o masie 15, 22 i 32 kg, zaś w ośrodku Calspan — na manekinie odpowiadającym wymiarom dziecka sześcioletniego. Wskazania wszystkich badań mieściły się w normie.

Rewolucyjne rozwiązanie czy wielkie niebezpieczeństwo?


Początkowe informacje pozwalały sądzić, że mamy do czynienia z przełomowym wynalazkiem. Szczególnie zachęcający wydawał się fakt, że cena produktu to około 79-99 zł. Smart Kid Belt bardzo szybko pojawił się nie tylko w sklepach z akcesoriami dziecięcymi, ale też w marketach czy na stacjach benzynowych. Równie szybko spotkał się z coraz liczniejszymi pytaniami i obiekcjami, nie tylko rodziców zatroskanych losem dzieci, ale i ekspertów z zakresu bezpieczeństwa drogowego.

Pierwszym i najważniejszym zarzutem był fakt, że w testach zderzeniowych oraz materiałach producenta nie ma informacji na temat zachowania Smart Kid Belt w przypadku uderzenia bocznego. Tymczasem ten rodzaj zderzenia, ciskający pasażerów w stronę drzwi lub osób siedzących obok, według statystyk polskiej Policji, ma miejsce w 30 procentach wypadków i jest częstszy niż zderzenia czołowe. Dodatkowo sam fakt, że dziecko nie jest usadowione wyżej, uniemożliwia ochronę głowy poprzez kurtyny boczne będące coraz powszechniejszym wyposażeniem nowoczesnych samochodów.

Czerwoną lampkę zapala w głowie także zapewnienie producenta, że Smart Kid Belt „jest w stanie zabezpieczyć dziecko w 100% w czasie podróży”. Mniejsza o to, że testy zderzeniowe wydają się niewystarczające, by wydawać tak śmiałe opinie (brak testów zderzenia bocznego). Wątpliwości budzi także pewność producenta, której przedmiotem jest wyjątkowo wrażliwa kwestia, czyli bezpieczeństwo dziecka. 

W takim przypadku najlepszym rozwiązaniem byłoby wykonanie dodatkowych badań, uwzględniających inne warianty zdarzeń drogowych oraz większą liczbę czujników mierzących przeciążenia. Mimo to trudno wyobrazić sobie, by zwykłe pasy mogły chronić ciało dziecka lepiej niż fotelik chroniący dodatkowo biodra, ramiona oraz głowę.

W jakich sytuacjach Smart Kid Belt może się sprawdzić?


W internetowej dyskusji najłatwiej spotkać skrajne opinie: od tych zachwalających produkt w każdym aspekcie po zdania, że jest on wyjątkowo niebezpieczny. W emocjonalnej wrzawie, wynikającej z naturalnej troski o zdrowie dzieci, łatwo zapomnieć o najważniejszym pytaniu: czy są sytuacje, w których Smart Kid Belt może się przydać? 

O ile większość osób zgodnie przyzna, że nie zastąpi on profesjonalnego fotelika homologowanego europejskimi certyfikatami bezpieczeństwa ECE R44-03 i ECE R44-04, to całkowite skreślanie produktu wydaje się nierozsądne. Łatwo bowiem wyobrazić sobie sytuacje, w których skorzystanie z pełnoprawnego fotelika lub nawet podkładki będzie niemożliwe. Wystarczy wspomnieć o podróży taksówką, autokarem, samochodem znajomej lub dziadków, konieczności przewiezienia dziecka znajomych, czy też o każdym innym przypadku, w którym wzięcie fotelika nie jest możliwe.
Choć w większych miastach zamówienie taksówki z fotelikiem nie jest problemem, podobnie jak zarezerwowanie fotelika w autokarze, nie zawsze udaje się wszystko zaplanować. W takich sytuacjach warto się zastanowić: czy mając możliwość skorzystania z pasa Smart Kid Belt, lepiej przewieźć dziecko na rękach, w miejskim autobusie bez jakichkolwiek zabezpieczeń, a może przypinając je pasami samochodowymi poprowadzonymi przez środek twarzy?

To retoryczne pytanie to nie zachęta do korzystania ze Smart Kid Belt, a zwrócenie uwagi na problem związany z transportem dzieci. Jeżeli tani i mieszczący się w samochodowym schowku lub damskiej torebce produkt, który zawsze można mieć przy sobie, w pewnych (i sporadycznych) sytuacjach może zapewnić dziecku dodatkowe bezpieczeństwo, z pewnością nie wolno go skreślać. Trzeba mieć jednak pełną świadomość jakie są ograniczenia produktu oraz że określenia „wystarczające” oraz „bezpieczniejsze” bywają bardzo dalekie od „idealnego”.

(zdjęcie ze strony producenta)
Autor: Szymon Sonik