Zabrałem na wakacje Sennheiser PXC 550, aby sprawdzić czy to najlepsze bezprzewodowe słuchawki [test]

Wakacyjne wyjazdy to świetny moment, aby rozejrzeć się za dobrymi słuchawkami. Sprawdziłem model Sennheiser PXC 550, czyli bezprzewodowe słuchawki z aktywną redukcją hałasu, które są realną konkurencją dla popularnych Bose QC35 oraz Sony WH-1000XMII. Czy warto zabrać je ze sobą w letnie podróże?
Jeszcze niedawno królem bezprzewodowych słuchawek z aktywnym tłumieniem hałasu były Bose QC35 - jeden z najbardziej popularnych modeli słuchawek tego typu na Ceneo. W ostatnim czasie pojawiło się jednak kilka innych, konkurencyjnych modeli, które zupełnie zmieniają sytuację.
W maju wybrałem się do Portugalii. 4-godzinny lot w jedną stronę to świetny motyw, aby zabrać ze sobą i przetestować nowe słuchawki. Wybór padł na model chwalony w wielu recenzjach Sennheiser PXC 550. Czy niemiecka marka stworzyła słuchawki, które mają szansę konkurować z popularnymi Bose QX35 czy moimi faworytami Sony WH-1000XMII?

Jakość wykonania to klasa premium


Słuchawki Sennheiser PXC 550 wyróżniają się już na pierwszy rzut oka swoim nietypowym kształtem i ciekawy wzornictwem. To nie są pierwsze lepsze słuchawki, które można pomylić z inną marką. W mojej ocenie to najlepiej wyglądające słuchawki w tego typu w swojej klasie. Są proste, ale nietypowe, stylowe i mają dynamiczną sylwetkę. Dla wielu osób to istotne, jak sprzęt wygląda i czy będzie pasować do stylu ubioru. Moim zdaniem PXC 550 dobrze sprawdzi się zarówno do eleganckiego garnituru, jak i casualowej koszuli czy wakacyjnego t-shirta.

Jakość wykonania słuchawek to wysoka półka. Są świetnie zrobione, zastosowano tu materiały wysokiej jakości, a codzienne obcowanie z nimi to przyjemność. Oprócz tworzywa sztucznego, zastosowano tu również delikatną, ale wytrzymałą skórę, którą pokryto nauszniki oraz wewnętrzną część pałąka. Są też aluminiowe wstawki, które nadają nieco bardziej dynamiczny charakter czarnym słuchawkom.

Nie bez powodu boczne części obudowy słuchawek są płaskie. Zamontowano tam czujniki dotyku, którymi możesz sterować pracą słuchawek. Przesunięcie palcem w górę/dół sprawia oznacza regulację głośności, w lewo/prawo - sterowanie kolejnością utworów, a stuknięcie w środek zatrzymuje lub puszcza odtwarzanie utworu. Są też gesty na odbieranie telefonu.

Na kantach słuchawek znajdziesz trzy dźwignie. Dwa z nich są ulokowane obok siebie. Pierwsza służy do włączania/wyłączenia systemu ANC (Active Noise Cancelling, czyli aktywnego tłumienia hałasu). Do wyboru mamy trzy trybu - tłumienie wyłączone, tryb przepuszczania części dźwięków do środku oraz pełne wyciszenie. Podobnie rozwiązano to w Sony WH-1000XMII, ale już starsze Bose QC35 funkcji „Ambient” nie mają. Takie rozwiązanie sprawdza się wyśmienicie np. w czasie jeżdżenia rowerem, biegania po mieście czy w miejscach publicznych, gdzie brak kontaktu z rzeczywistością mógłby być zagrożeniem.
Drugi przełącznik służy do sterowania trybami efektów. Z takimi funkcjami jest trochę, jak z filtrami w aparatach - wszyscy producenci je pchają do swoich urządzeń, ale faktycznie są przeciętne i mało kto z nich korzysta. Podobnie nie widzę większego sensu korzystania z efektów symulujących np. koncert w słuchawkach. Jest jeszcze trzecia, malutka dźwignia, do której dostęp masz dopiero po przekręceniu prawego nausznika. To dźwignia sterowania funkcją bluetooth. I tu ujawnia się ogromna przewaga Sennheiser PXC 550 nad Sony WH-1000XMII. Te pierwsze można parować z kilkoma urządzeniami. W przypadku drugich, niestety za każdym razem trzeba resetować urządzenie i parować z nowym.

Jak widzisz, nie ma tu mowy o przycisku czy dźwigni do włączania i wyłączania słuchawek. Czy to oznacza, że Sennheiser PXC 550 są cały czas włączone? Albo może same wiedzą, kiedy się wyłączyć? Długo próbowałem sam znaleźć odpowiedź na to pytanie, zamiast po prostu spojrzeć do krótkiej, obrazkowej instrukcji.

Słuchawki mają sprytne rozwiązania, które mają nas zwolnić z myślenia o włączaniu i wyłączenia słuchawek czy nawet zatrzymywania muzyki


Sennheiser PXC 550 włączają się po ich rozłożeniu i przekręceniu nauszników do pozycji docelowej i analogicznie wyłączają się po złożeniu. Słuchawki wykrywają też, kiedy je ściągasz z uszu i automatycznie zatrzymują odtwarzanie, aby je wznowić po ponownym założeniu. Wielu osobom takie rozwiązanie mogą się spodobać, ale mi do gustu jednak nie przypadło. Z jednej strony pełna automatyka w stylu Sennheisera jest przydatna - teoretycznie nie trzeba myśleć o zarządzaniu energią słuchawek, bo to urządzenie robi za nas. Wystarczy tylko je doładować co ok. 30 godzin pracy. I to doceniam. Problem polega na tym, że każda automatyka w jakiś sposób nas ogranicza. W tym wypadku nie możesz po prostu nałożyć słuchawek na szyję i z nimi iść, nie możesz ich po prostu odłożyć na stół czy zawiesić na lampie albo specjalnym drewnianym stojaku, bo przez ten czas słuchawki są włączone i drenują akumulator. Aby go nie drenowały, musisz za każdym razem pamiętać o przekręceniu. Sam często wrzucam słuchawki do torba z ciuchami na trening. W środku nic im się nie stanie, a nie muszę ich za każdym razem składać, rozkładać. W takich warunkach mogą się same włączyć.
Wolałbym zatem mieć tę automatykę pod kontrolą. Trochę, jak w aparatach w smartfonach - docelowo korzystać inteligentnej automatyki, ale w specyficznych sytuacjach (czytaj: kiedy sobie nie radzi, bo jest zbyt głupia), móc ją wyłączyć i ustawić wszystkie ręcznie. Taki margines, wentyl bezpieczeństwa. Praktyczne rozwiązanie? Było by idealnie, gdyby słuchawki miały osoby przycisk do włączania/wyłączania słuchawek, gdy mam taką potrzebę. A w aplikacji można by tę całą automatykę po prostu wyłączyć w razie potrzeby. Wtedy były bo idealnie. Obecnie jest tak sobie. Niektórym rozwiązanie Sennheisera może pasować, albo nie przeszkadzać, ale mi nie leży. Doceniam jednak pomysłowość oraz niestandardowe rozwiązanie.

Słuchawki Sennheiser PXC 550, a dokładnie nauszniki, mają specyficzny, nieregularny kształt, co świetnie wygląda, ale też przekłada się na wysoki komfort użytkowania. Na początku trzeba się nieco do tego kształtu przyzwyczaić, trochę pokręcić słuchawkami, ułożyć na głowie, ale z czasem będziesz się czuć naturalnie i przyjemnie. Ze względu na niską wagę, słuchawki nie cisną zbyt mocno, można z nich komfortowo korzystać przez długi czas. Producent deklaruje czas pracy na poziomie 30 godzin i rzeczywiście podobny czas udało mi się uzyskać - i to z włączonym ANC. To świetny wynik, który pozwala nie martwić się o ładowanie przez tydzień przy całkiem intensywnym korzystaniu (3-4 godziny dziennie).

Brzmienie słuchawek Sennheiser PXC 550 jest świetne praktycznie w każdym rodzaju muzyki


Słuchawki Sennheiser PXC 550 grają zdecydowanie lepiej, niż popularne Bose QC35 i na porównywalnym, bardzo wysokim poziomie, co Sony WH-1000XMII. Tyle, że Sony mają basowe brzmienie, tymczasem Sennheisery dają mniej basów, ale z kolei góry są czystsze. PXC 550 sprawiają wrażenie, jakby grały bardziej analogowo, co może się podobać.

 Słuchawki dobrze separują instrumenty, dają pełny, szczegółowy dźwięk. To wszystko sprawia, że są dosyć uniwersalne, dobrze sprawdzają się w wielu rodzajach muzyki. Są też podatne na korekcję dźwięku, której możemy dokonać w dedykowane aplikacji CapTune. Skoro już o aplikacji mowa. CapTune wielkiego wrażenia nie robi, ale kilka oferuje kilka istotnych funkcji, oprócz wspomnianej korekty. W appce możemy przeprowadzić Sound Check, czyli dostosować brzmienie do indywidualnych potrzeb.

Aktywna redukcja dźwięki działa bardzo dobrze i skutecznie odcina od otoczenia


ANC to jedna w wyróżniających się cech PCX 550. System skutecznie odcina dźwięki z otoczenia, szczególnie te równomierne i długotrwałe. W porównaniu do Sony WH-1000XMII testowane słuchawki wypadają odrobinę słabiej, ale jest to naprawdę różnica nieduża. Jedne i drugie słuchawki robią to świetnie.

Sennheiser PXC 550 to ścisła czołówka słuchawek z aktywną redukcją dźwięków


Sennheiser PXC 550 oraz Sony WH-1000XMII to moim zdaniem dwa najlepsze modele słuchawek z ANC w klasie 1000-1500 zł na rynku. Oba modele oferują świetną jakość dźwięku, chociaż mają nieco inną charakterystykę brzmieniową. Pod tym względem to po protu kwestia osobistych upodobań.

Sennheiser PXC550 czarny

4,93 21 głosów
od 1085,00 zł‚
Zobacz
Sennheiser PXC550 czarny
Opinia od Dariusz2018-01-03 Wspaniała maszyna. Wygoda na uszach wyraźnie gorsza niż głównego konkurenta (BOSE) z powodu tego dziwnego kształtu nauszników. Trzeba chwilę poukładać na głowie, żeby dobrze usiadły. Dźwięk bez zarzutu, subiektywnie sądzę, że lepszy od konkurenta, który jak do tej pory był dla mnie absolutnym topem (porównywałem chyba ze wszystkimi dostępnymi...
Sennheisery spodobają się osobom, które cenią nieco bardziej analogowe, studyjne brzmienie o czystej górze i nieco stonowanych basach. To uniwersalne słuchawki, które dobrze radzą sobie z wieloma rodzajami muzyki i świetnie tłumią niechciane dźwięki otoczenia. Są solidnie wykonane, chociaż łatwo łapią odciski palców czy małe ryski. Mają charakterystyczny wygląd, który w mojej ocenie jest ich wielkim plusem, ale też długo pracują na jednym ładowaniu.

Krótko mówiąc: w cenie ok. 1000 zł lepszych słuchawek z ANC nie znajdziesz. Na tej samej wysokiej półce są też Sony WH-1000XMII, ale kosztują ok 1500 zł.

Autor:
Krzysztof Basel

Przeczytaj więcej: